piątek, 31 marca 2017

Wyszłam na tym zdjęciu tak pięknie, że aż strach pomyśleć, co by było, gdybym była wyspana. W każdym razie Syn mówi, że jestem petarda 😂😂😂 A dla mnie to bardziej jak prawdziwa twarz macierzyństwa. A przynajmniej taka bez mejkapu.
-Mamo, a Ty będziesz stara, jak będę dorosły?
-Tak.
-Nie martw się, i tak będę Cię bardzo, bardzo kochał. I kupię Ci krem przeciwzmarszczkowy.

sobota, 25 lutego 2017

Myśliwi

Pewnie zastanawiacie się, co słychać w naszym Rodzinnym Domu Wariatów. Przede wszystkim od czasu lektury pewnej książki dla dzieci życie płynie nam pod hasłem "kupasiku bum!", a poza tym nasz dom zamienił się w dom nad jeziorem. Przez większość czasu uciekam w szaleństwo, żeby nie popaść w obłęd, zwłaszcza, gdy patrzę na sypiący śnieg i mam wrażenie, że ktoś sobie ze mnie żartuje. Mimo wszystko to w zasadzie wystarczyłoby mi do szczęścia, gdyby nie fakt, że mój ulubiony mąż postanowił zostać myśliwym i argument, że jest rok 2017 zupełnie do niego nie przemawia. Jak zapewne się domyślacie, Antek ma już wyciętą z tektury dubeltówkę na sznureczku i paraduje z nią po domu, to kryjąc się w wyimaginowanych zaroślach, to wspinając się na wyimaginowane ambony. Gdy już dostrzeże wyimaginowaną sarnę, celuje, bo sarna jest chora. Na moje żarliwe protesty tłumaczy "jestem myśliwym, nie żadnym PSYCHOPATEM"
Śmiem wątpić, Antosiu, śmiem wątpić.

niedziela, 15 stycznia 2017

Pod górkę

Teoretycznie- bułka z masłem. Miliony kobiet codziennie zajmują się sam na sam dziećmi, domami, praniem etc. i starają się przy tym nikogo nie zagłodzić i nie umrzeć z głodu. Zaledwie dziesięć godzin. Tylko dwoje dzieci! A co jeśli ssak nie zrobi przerwy w ssaniu między ósmą a piętnastą?  Lub jeśli Dziecko lat cztery, co matki dwa miesiące nie widziało, bo w szpitalach była, dostanie ataku psychozy?

Zaczyna się pod górkę. Otóż dziecko lat cztery wstaje po szóstej pełne energii jak króliczek duracell, tak radosne, że pragnę tych samych dragów, i koniecznie chce się bawić oraz zjeść śniadanko, a najlepiej naleśniki, i wszystko byłoby spoko, bo to naprawdę świetny plan, gdyby nie fakt, że za Chiny nie mogę otworzyć oczu, o obudzeniu się nie wspominając, bo nie spałam. No ale Ssak się dosysa, więc jednak się budzę, pieluchę zmieniam, schodzimy na dół. Co jest jednak złą koncepcją, bo Ssak ulewa z taką werwą i takim impetem, że obie musimy się przebrać, a ja w zasadzie powinnam umyć włosy, ale bez żartów, nie można od życia za dużo chcieć. Gdy jesteśmy już przebrane a Antek wcina naleśnika, co go sprytnie ukryłam w lodówce dzień wcześniej, okazuje się, że historia lubi się powtarzać i Ssak ponownie jest do przebrania.

Wtedy to podchodzę do zlewu po gąbkę do wytarcia kanapy i trafia we mnie milion piorunów, bo w zlewie jest Meksyk prosto z Meksyku! A mówił,  że nastawi zmywarkę! Więc szybko robię zdjęcie, żeby mieć dowody i okoliczności łagodzące, a w myślach knuję straszliwą zemstę. Później okazuje się, że niepotrzebnie, bo on po prostu zapomniał, więc bez przesady. Później, czyli gdy dzwoni, żebym dorzuciła do pieca CO, w którym zapragnął palić drzewem i jak nie dorzucę, to wygaśnie. O ironio, i tak wygasło, więc muszę rozpalić od nowa, tylko zapomniał mi powiedzieć, że nie da się rozpalić nawiewem, tylko trzeba się pobawić w harcerza na zimowisku w lesie. Za piątym razem się udaje. Gdy Nelka usypia szybko łapię za odkurzacz, starając się jednocześnie za pomocą słoiczka od mamy wykonać najznakomitszy trick świata, czyli zamienić wczorajszy rosół w dzisiejszą pomidorową, i oczywiście rozwieszam pranie, bo biada temu, kto nie przygotuje na noc stu wyprasowanych pieluch tetrowych! 

Czujesz, drogi Czytelniku, jak nadciąga katastrofa? Jak za chwilę opadnę na dno rozpaczy? Jednak ta historia musi się skończyć dobrze, ratunek jest mało oczywisty, ale jest! Kątem oka dostrzegam ekspres do kawy. Rachunek sumienia odbywa się w pamięci i jest tak szybki jak najszybsza błyskawica, jak pendolino rozumowania, para z uszu, przysięgam, że już dawno nie miałam takich wyników intelektualnych! Kawa tak, problemy precz! Dziecko na pewno polubi kawę z mlekiem, mleko z kawą!

I właśnie wtedy wychodzi słońce, prędko wyobrażam sobie, że jest lato i wyjdziemy na taras, ale nie na nasze europalety, które stanowią hipsterską imitację tarasu, tylko na taras, który kiedyś tu będzie. Jestem mistrzynią zen, kwiatem lotosu na niezmąconej tafli wody, kurą domową po relaksującym weekendzie w buddyjskiej świątyni! Nawet gdy teraz o tym myślę, odczuwam pełną harmonię i pogodzenie z losem, i w ogóle mi nie przeszkadza, że zęby umyliśmy dopiero po obiedzie.  

wtorek, 12 lipca 2016

życie kolego to klocki lego

Mój syn jest mistrzem świata w robieniu czegoś z niczego, zupełnie jak MacGyver. Kilka razy w miesiącu muszę kupować nowe kredki, bo poprzednie zostały zamienione bezpowrotnie na pociski/ rury wydechowe/ mostre pałki (cokolwiek to jest). Są też plusy- dzięki temu można z nim pójść do sklepu z AGD w niecnym celu wybrania lodówki- po prostu zrobi z samochodu pistolet laserowy i będzie wołał do sprzętów poddaj się, maszyno do smalcu!!  Prawdę mówiąc, boję się, że kiedyś skonstruuje helikopter i odleci, radośnie machając do mnie z chmur.

Zastanawiałam się, co by tu zrobić, żeby zaczął robić coś z czegoś, ale w sposób przemyślany, bez siły niszczycielskiej i tony chaosu, bo nie oszukujmy się, na widok ciastolin i plastelin przewraca oczami z przejedzenia. I wtedy znalazły się zajęcia Bricks 4 Kidz, na których dzieci pod opieką instruktorów (która starszym uczestnikom nie jest specjalnie potrzebna) układają fajne rzeczy z klocków lego. Wydawałoby się, że wszyscy mamy takie klocki w domu i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale zajęcia oferują coś wyjątkowego: każdy uczestnik otrzymuje standardowy zestaw uporządkowanych klocków w walizce. Po interesującym wstępie, który ma walory edukacyjne, dzieci wykonują zadanie. 

Antek jako czterolatek bawił się lego duplo (układając zwierzaki z opiekunką), ale budowa piramidy zainteresowała go na tyle, że dosiadł się do stolika ze starszymi dziećmi. Bardzo mnie to ucieszyło, bo aż widziałam, jak pracują jego paluszki! Oferta wakacyjnych półkolonii jest skierowana dla dzieci od 5 roku życia, ale we wrześniu będą też zajęcia dla młodszych. I wtedy wpadłam na szatański plan: pomyślałam sobie, że to idealne miejsce, żebym mogła na spokojnie napić się kawy, bo jak powszechnie wiadomo, każdy tatuś kocha lego i na bank z chęcią zabierze dziecko na tego typu zajęcia.

Mogłoby się wydawać, że pomieszczenia Centrum Kreatywności będą tonęły w zabawkach niczym pokój Antosia po wizycie trójki kolegów, a dzieci będą potrzebowały łopat śniegowych, żeby przedostać się do wyjścia- tymczasem nowe, schludne wnętrza są uporządkowane, klocki,  z których można ułożyć ponad 600 modeli, leżą sobie w sprytnych walizeczkach, a nadmiarowe elementy są sprytnie ukryte w przegródkach stołu. Mam jeszcze wiadomość, która ucieszy wszystkie mamy z psychozą bakteryjną (co akurat jest moim problemem)- te klocki są dezynfekowane po każdych zajęciach! Widziałam to na własne oczy. 

Znacie to miejsce a może wybieracie się? Jak wrażenia? My polecamy :)