piątek, 29 marca 2013

zen

Gdy zrezygnowana mama zastanawia się, skąd wytrzaśnie choinkę na nadchodząc Święta i w ostatniej chwili próbuje zorganizować bitwę na śnieżki zamiast lanego poniedziałku, Antoni zachowuje spokój, jest zen i sobie ćwiczy. Zdjęcia do najostrzejszych nie należą, bo Dziecię uprawia bardzo dynamiczną formę jogi.

Życzę Wam radosnych, spokojnych Świąt!



wtorek, 26 marca 2013

gen sprzątania

Wierzę w równouprawnienie i chcę wychować syna na perfekcyjnego pana domu, który nie tylko wie, gdzie stoi odkurzacz, ale też potrafi go zmontować, włączyć i wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem. Oczywiście oprócz odkurzania planuję nauczyć jeszcze paru sztuczek, w tym celu przełamuję własną niechęć do prac domowych, by świecić przykładem. Zostałam wychowana tak, że czytanie fascynującej książki w kompletnym rozgardiaszu jest dla mnie taką samą przyjemnością, jak w absolutnym porządku, a skończenie dwóch fakultecików na samych piąteczkach to bułka z masłem, mam nadzieję, że zdążę wyrobić w sobie pewne nawyki zanim Antek zauważy, że mama jest bałaganiarą. Póki co pomaga mi ściągać pranie z suszarki- oby to nie był zmysł demolki, tylko gen sprzątania.






piątek, 22 marca 2013

CO POWIE TATA

do rozczochranego: Antosiu, wyglądasz jak Szopen po koncercie!

Faktycznie wygląda. Zaczynam się zastanawiać, jak przyciąć mu włosy tak, żeby można było schować pierwszy obcięty pukiel i jednocześnie nie mieć łysego syna. Bez obrazy, Łysy Tato. Poza tym z tyłu robią się Antkowi dredy (dziecko z dredami, w przeciwieństwie do łysego, w ogóle mi nie przeszkadza). Innymi słowy, mam gigantyczną nadzieję, że mój syn nie będzie skinem.







wtorek, 19 marca 2013

mantra

Antek  wciąż bryka bez przerwy i do upadłego, ja natomiast myślę, że jeśli wszyscy będziemy cały czas powtarzali WIOSNO WRÓĆ WIOSNO WRÓĆ, to ona wróci. Do dzieła!
Na zdjęciu oczywiście Antek i mistrz drugiego planu.


poniedziałek, 18 marca 2013

nowe wybryki

Pamiętacie, jak robiło się bąbelki w napojach, gdy dostawało się do nich rurkę? Tońko robi właśnie tak bez rurki, kiedy pije coś z kubeczka (najczęściej espresso).
Oprócz tego opanował nową sztuczkę: podpełza do mnie, pokazuje, że chce mleka, po czym rzuca się na cyca leżąc na brzuchu. Je tak zaledwie przez kilka sekund, bo zatyka sobie nosek i brak mu powietrza, ale jest z siebie bardzo dumny.
Ja natomiast zauważyłam, że czarne spodnie, seksownie opinające mnie przed ciążą, zaczęły na mnie wisieć. Skoro marzenia się spełniają i jestem już super chuda, to bardzo proszę, żebym teraz urosła jakieś dwadzieścia centymetrów. A, i niech mój tyłek samoistnie podpełznie w górę, bo dziwnie wisi, a na ćwiczenia siły brak.





środa, 13 marca 2013

króliczość

Antek zjadł królika (dla zdziwionych- dzieciom często daje się to mięso, chyba, że są wegetarianami, ale Antek póki co nie jest) i wyrosły mu królicze uszka. Królicze zęby, sądząc po licznych fochach, są właśnie w drodze, w dalszej kolejności czekamy na królicze futerko. Ja osobiście najbardziej cieszę się na myśl o króliczym ogonku- kuleczce, za który będę mogła łapać mojego uciekiniera, gdy za bardzo zbliży się do krawędzi łóżka, kabla podłączonego do prądu lub moich ciapów, które wprost uwielbia lizać.
Poza tym wielkiej przemianie towarzyszą nowe obyczaje: Dziecię wybudza się od piątej rano, więc daję mu biust, żeby jeszcze pospał i tracę przy tym cenne sekundy,minuty, a w końcu godziny błogiego lenistwa. Ostatecznie Maluch wstaje między szóstą a siódmą, by uciąć sobie pierwszą drzemkę koło dziewiątej i nie pytajcie mnie, dlaczego nie może po prostu pospać dwie godzinki dłużej, bo naprawdę nie wiem, nie pojmuję.
Oprócz tego nową rozrywką jest branie cyca do buzi, zaciskanie szczęk i powolne wypuszczanie bez rozluźniania paszczy. Antek śmieje się przy tym do rozpuku, podobnie jak przy ciągnięciu mamy za włosy.
Mimo wszystko cieszę się, że mam dzień świra, a nie ziemię jałową.


piątek, 8 marca 2013

ułanka

Mąż Szanowny nie jest fanem mojej blogowej działalności, mogę liczyć jedynie na chłodną akceptację. Wyobraźcie sobie więc moje zdumienie, gdy usłyszałam, że powinnam zamieścić na blogu kilka zdjęć, które pokazują, jak Antolkiewicz garnie się do ułanki. A że faktycznie garnie się z całych sił, nie mogłam nie przyznać Piotrkowi racji. Także zobaczcie sami, jakie odbywają się u nas pokazy woltyżerki (oprócz tego- trening z wodzami i klasyczne patataj po całym mieszkaniu aż klacz, czyli ja, padnie na pysk). Miłego weekendu!






środa, 6 marca 2013

kaczuszka!

Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale mam poczucie, że maluchowi w kąpieli powinna towarzyszyć żółta kaczuszka. Zastanawiam się, czy one pływały w wanienkach za komuny, czy może ten obraz płynie do mnie z czasów późniejszych, nie ważne. Naprawdę się ucieszyłam, gdy Wujek Paweł podarował Antkowi właśnie taką zabawkę. Okazuje się, że współczesne kaczuszki są niezwykle eleganckie, nasza zakłada szykowny kapelusz zarówno do zabaw na podłodze, jak i w wodzie.
Czy jest coś, co uważacie za niezbędny atrybut Malucha? 





poniedziałek, 4 marca 2013

piątek, 1 marca 2013

kłopoty z siecią

Nie ma Internetu przez dwadzieścia cztery godziny. Rozpaczliwie próbuję wszystkich znanych mi sposobów na przywrócenie go do życia, czyli wyjmuję wtyczkę z gniazdka, by po chwili włożyć ją z powrotem, ale to nie pomaga, więc dzwonię na infolinię i przemiły pan uprzejmie informuje mnie, że Internet jest. No i faktycznie, sprawdzam, jest, pytam pana, co zrobił, a on, że nic. Lekko zbita z tropu rozłączam się i skrycie podejrzewam, ba, jestem pewna, że koleś łże jak pies.
Po dwóch dniach Internet znowu znika, więc od razu dzwonię, marząc, żeby znów odebrał mój cudotwórca. Ale słyszę, że przyjdzie technik, bo się nie loguje. Technik wymownie popatrzył na Antka i stwierdził, że wtyczka z gniazdka internetowego jest wyjęta, ktoś musiał pociągnąć. Oczywiście Matka idzie w zaparte, że on nie, ja go tu nie puszczam, ale dobrze wiem, że wie, że mój Syn uwielbia bawić się routerem.

 P.S. najlepszym sposobem na zrobienie zdjęć temu gagatkowi jest zakleszczenie go.