niedziela, 8 grudnia 2013

bunt

Antoniuszko przechodzi bunt szesnastolatka, jego nie to nie ostateczne, nie ma zmiłuj.
-Antosiu, mama Cię kocha!
-nie.
-Antosiu, tatuś kocha ogromnie!
-nie.
-Antosiu, chciałbyś prezenty pod choinką?
-<oczy kota ze szreka>

środa, 13 listopada 2013

cichosza

Antek i jego Tatko
śpią
a ja
popijam kawę przed pracą
i rozkoszuję się ciszą

to takie piękne
i dziwne



czwartek, 31 października 2013

mały i niebezpieczny

Antoniutek. Sto procent cukru w cukrze. Sama słodycz. Jego Najmłodsi Fani (pozdrawiamy!), których gnębię wszelkimi możliwymi sposobami (ha!) przypisują mu moje cechy. Panie i Panowie, to ja jestem mała, niebezpieczna, a oprócz tego odrobinkę wredna. Antosinek- tylko słodki. Ale za to jak!

piątek, 27 września 2013

zostały tylko spodki

Do porannego rytuału picia kawki należą okrzyki "O to to! Kaka!" i maczanie małych paluszków w pachnącej piance. Po chwili zawadiacka pewność, że o to to mama pije kawkę, staje się męczącym ponagleniem, bo filiżanka musi natychmiast wylądować w łapce Antoniutka, inaczej drżyjcie narody, nie będzie życia, więc co rano trzy czwarte filiżaneczki espresso wypijam jednym haustem, klnąc w myślach, że znowu nie mogę rozkoszować się szatańskim napojem.
Gdy tego dnia Antek przechwycił ostatnią filiżankę z kotkiem (to znaczy, że dwie pozostałe poszły do piachu znacznie wcześniej, ku rozpaczy mojej i Rosiny Wachtmeister), wiedziałam, że to jej ostatnie chwile. Poszedł tu, poszedł tam, "mama kaka" i "miau" do kotka, i nagle "bam"!
Po czym poznać, że jesteś mamą? Dziecko rozbija Twoją ulubioną filiżankę, a Ty z absolutnym przerażeniem w oczach pytasz: "Syneczku, nic Ci nie jest?"


niedziela, 18 sierpnia 2013

bajbaj

Może jestem krótkowzroczna, ograniczona lub najzupełniej ślepa, ale nie widzę możliwości wyrabiania się rano z myciem i suszeniem głowy. Niniejszym mówię bajbaj swoim (prawie) długim włosom.




sobota, 17 sierpnia 2013

Chciałabym z naiwnością dziecka wierzyć, że mamy teraz pełnię lata i do zimy jeszcze daleko. Tymczasem na wieczorne spacery ubieramy się coraz cieplej, czując na plecach pierwsze powiewy jesieni. To znaczy, że idzie wrzesień, mama wraca do pracy i następuje koniec cudownej epoki błogiego siedzenia w domu- każdy, kto tak siedzi wie, że żadne to siedzenie z bawieniem malucha, praniem, prasowaniem i gotowaniem, kombinowaniem jak by tu wziąć prysznic i marzeniem o spokojnej lekturze książki, które jakoś nie może się spełnić. Każdy, kto wraca do pracy, wie, że to czas kokoszenia się w łóżku z rozkosznym bobasem, wspólne spacery i posiłki, pierwsze mama, samodzielne kroki, długie godziny patrzenia na śpiącego malucha tylko dlatego, że jest taki piękny. Ogarnia mnie rozpacz, gdy myślę o tym, ile mnie ominie, a ile przypadnie w udziale komuś, kto nie jest w stanie cieszyć się tym wszystkim tak, jak ja.
Tego lata nie jadłam jeszcze lodów- jako matka karmiąca unikam nabiału i zupełnie przypadkiem odkryłam, że mi to służy- czuję, że zanim zżółkną liście zafunduję sobie mega lodową ucztę, raz a dobrze, z przytupem.



wtorek, 13 sierpnia 2013

co nowego

Pomału wracamy do rytmu domowego, a nie szpitalnego, choć niestety pobudki o 5.30 jeszcze się zdarzają (chlip, chlip!). Byłam pewna, że tydzień bez brykania po podłodze (co było straszne, bo Tosek chciał, mama nie pozwalała i mimo tłumaczenia, że brudno i fe był troszkę obrażony, jakby chciał powiedzieć, że wcale się nie pobrudzi i mamo nie przesadzaj) to tydzień ruchowo stracony, tymczasem Antek po powrocie do domu natychmiast wspiął się na łóżko, a dziś odwróciłam się na trzy minuty, żeby ogarnąć kuchnię, a po powrocie zastałam dziecię bawiące się laptopem na kanapie. Oczy dookoła głowy poproszę.  
Ogarnęła mnie instagramowa mania, zapraszam serdecznie TUTAJ

czwartek, 11 lipca 2013

kły

Noc przed moim pójściem do pracy była pierwszą nocą ząbkowania. Ała, ała małe dziąsełka! Na szczęście mleczne cynie niosą ukojenie Antośkowej duszy i Antośkowego ciałka. Po miesiącu (o ironio!), wraz z pojawieniem się pierwszego kiełka, górnej dwójki, nocne marudzenie ustało, ale tylko na chwilę, bo w ciągu dziesięciu dni pojawiły się trzy kolejne zęby. Przy pierwszym czułym ugryzieniu w brodę zrozumiałam, że to nie żadne zęby, tylko kiełki, a cały proces to letnie kiełkowanie.



piątek, 5 lipca 2013

dno

Polonistyczna wpadka, polonistyczne dno. Przeczytawszy, Piotr podniósł, szczękę, która z trzaskiem spadła mu na podłogę i spytał, czy wiem, jak Zagłoba mówił do dzieci Skrzetuskiego. Oczywiście, że nie wiedziałam. W wakacje mam powtórkę z trylogii, bo słowo basałyk, poza tym, że na moim basałyku leży jak ulał, jednak coś znaczy.

sobota, 8 czerwca 2013

kiss

słodkie całusy
kiedy mała otwarta paszcza
obejmuje moje usta
są najpyszniejsze na świecie




P.S. tak, dawno tu nie pisałam. tak, wróciłam do pracy. serce krwawi, oko łzawi. póki co-tylko na miesiąc i oczywiście aż na miesiąc. wiadomo, że fajnie jest pracować, wiadomo też, że czerwiec jest miesiącem żałoby narodowej.

piątek, 24 maja 2013

basałyk

Nie pytajcie, skąd wzięło się słowo basałyk, bo sama do końca nie wiem- mogę jedynie się domyślać, że Piotrek jest przekonany, że dawno temu rycerze zbijali się właśnie z basa, a nie z panta-łyku. W każdym razie słodki Antoś jest klasycznym basałykiem, co widać na załączonym obrazku.


poniedziałek, 13 maja 2013

pizza piknik

Nasze pikniki osiągnęły wyrafinowaną formę pizza pikników! Mniam! W ogóle nie przeszkadza mi fakt, że obok nas, za przeproszeniem, robią psy i nastolatki opalają się topless. To nic, że niektórzy z nas jedzą na pizza pikniku warzywa. Koc, wąwóz,Antek, Piotrek- jestem w raju.




wtorek, 7 maja 2013

mądre dziecko


Antek je podpłomyka (mąka orkiszowa, woda, amarantus ekspandowany). Piotrek martwi się, czy się nie udławi :
ja: spokojnie, dziecko jest mądre.
p: moje jest najmądrzejsze.

Jak tylko znajdę ładowarkę do aparatu, zrobię zdjęcia i je tu zamieszczę :*

środa, 1 maja 2013

sen wiosenny

Gdybym prowadziła bloga kosmetycznego, pisałabym o tym, że kosmetyki są fajne, ale mogę bez nich żyć, jeśli tylko mam w lodówce olej kokosowy, który posłuży jako krem, balsam, błyszczyk, lubrykant i pasta do butów.
Gdybym była szafiarką, podziwialibyście wyszukane kompozycje z plam po marchewce z plamami po buraczkach.
Jak widać, mój blog o najwybitniejszym dziecku świata przysypia na wiosnę, kiedy to wyprowadzamy się na dwór na większą część dnia.

piątek, 19 kwietnia 2013

karmimy się na dworze

Jeśli ktoś myśli, że w imię mycia okien zrezygnuję ze spaceru z Ukochanym i Ukochanym, to jest w jakimś kolosalnym błędzie. Mogę za to zrezygnować z prysznica.
Bo spacery wraz z nastaniem lata stały się naprawdę długie i moje mleczne cyce są na nich niezbędne. Wczoraj Antośko zaczął już konkretnie protestować, więc Matka na luzaka poszukała ławeczki i dała jeść. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że o ile nie jestem lakterrorystką, to zdecydowanie jestem fanką laktacji, zwłaszcza mojej własnej, oprócz tego wykazuję cechy rasistki, bo wierzę, że mleko ludzkie jest dla ludzi, a krowie dla cieląt. Więc Dziecię wcina na tej ławeczce, a ja niby się opalam, a tak naprawdę tylko czekam, aż ktoś do mnie ura bura, żebym mogła pokazać, jaka jestem fifa rafa. Pierwsza babka uśmiecha się pełną gębą, jakby chciała mnie pochwalić za karmienie na dworze. Kolejny jest facet. Lekko zbity z tropu, ale nic nie mówi, więc ja też cicho sza. Następny zesłany przez los przechodzień to mój profesor od literatury. Odpowiedział na dzień dobry, ale udał, że nie poznaje. Czwarty był Mąż Szanowny:
-Przepraszam, czy druga pierś jest wolna?
-Tak, zapraszam.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

wiosenka coś stenka :)

Mówiłam: uwierzę w wiosnę, gdy tylko nasz wąwóz przestanie przypominać raj narciarzy. Przestał, a wiosna ciągle trąci zimą, mimo pączków na drzewach i przebłysków słońca. Poprawiamy sobie humor resztkami ogórków kiszonych i polowaniami na małpy w pobliskim gaju. 


wtorek, 9 kwietnia 2013

zaskocze

Antoni potrafi mnie zaskoczyć. Na przykład byłam pewna, że włącza śnieg za pomocą mojego osobistego komputera, uderzając w niego wielokrotnie, bez opamiętania. A tu psikus! Idziemy spacerkiem przez osiedle, a ni stąd, ni zowąd, biała zaraza atakuje z nieba z podwójną mocą. Może Synio Szanowny steruje nią siłą woli albo ma pilota (niewidzialnego)?
Oprócz tego chichocze jak stary człowiek, gdy robię japapapa. Chciałabym go przy tym nagrać, ale gdy przestanę się wydurniać Bobas zajmie się czymś innym, niż śmianie się z matki.
A, i jeszcze zupełną niespodzianką było dziś to, że gdy Antoś je, to jego lewe uszko śmiesznie się rusza, a prawe nie.


piątek, 5 kwietnia 2013

DZIEŃ WKURZONEGO GORYLA

bo spacer był za krótki
bo w filiżance nie dają mu kawy
bo mama wzięła na ręce
bo mama położyła na podłodze
bo śnieg nie chce padać
bo mama nie dała mleka
bo mama dała mleko
bo tatko poszedł do pracy


środa, 3 kwietnia 2013

sad but true

Odkryłam straszną prawdę. To Antek włącza śnieg. Włącza, potem nalewa sobie setkę wódki, wyjmuje z lodówki ogórka kiszonego i zagryza. Świetnie się przy tym bawi, więc nie wiem, jak go powstrzymać. Wszelkie sugestie mile widziane.




piątek, 29 marca 2013

zen

Gdy zrezygnowana mama zastanawia się, skąd wytrzaśnie choinkę na nadchodząc Święta i w ostatniej chwili próbuje zorganizować bitwę na śnieżki zamiast lanego poniedziałku, Antoni zachowuje spokój, jest zen i sobie ćwiczy. Zdjęcia do najostrzejszych nie należą, bo Dziecię uprawia bardzo dynamiczną formę jogi.

Życzę Wam radosnych, spokojnych Świąt!



wtorek, 26 marca 2013

gen sprzątania

Wierzę w równouprawnienie i chcę wychować syna na perfekcyjnego pana domu, który nie tylko wie, gdzie stoi odkurzacz, ale też potrafi go zmontować, włączyć i wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem. Oczywiście oprócz odkurzania planuję nauczyć jeszcze paru sztuczek, w tym celu przełamuję własną niechęć do prac domowych, by świecić przykładem. Zostałam wychowana tak, że czytanie fascynującej książki w kompletnym rozgardiaszu jest dla mnie taką samą przyjemnością, jak w absolutnym porządku, a skończenie dwóch fakultecików na samych piąteczkach to bułka z masłem, mam nadzieję, że zdążę wyrobić w sobie pewne nawyki zanim Antek zauważy, że mama jest bałaganiarą. Póki co pomaga mi ściągać pranie z suszarki- oby to nie był zmysł demolki, tylko gen sprzątania.






piątek, 22 marca 2013

CO POWIE TATA

do rozczochranego: Antosiu, wyglądasz jak Szopen po koncercie!

Faktycznie wygląda. Zaczynam się zastanawiać, jak przyciąć mu włosy tak, żeby można było schować pierwszy obcięty pukiel i jednocześnie nie mieć łysego syna. Bez obrazy, Łysy Tato. Poza tym z tyłu robią się Antkowi dredy (dziecko z dredami, w przeciwieństwie do łysego, w ogóle mi nie przeszkadza). Innymi słowy, mam gigantyczną nadzieję, że mój syn nie będzie skinem.







wtorek, 19 marca 2013

mantra

Antek  wciąż bryka bez przerwy i do upadłego, ja natomiast myślę, że jeśli wszyscy będziemy cały czas powtarzali WIOSNO WRÓĆ WIOSNO WRÓĆ, to ona wróci. Do dzieła!
Na zdjęciu oczywiście Antek i mistrz drugiego planu.


poniedziałek, 18 marca 2013

nowe wybryki

Pamiętacie, jak robiło się bąbelki w napojach, gdy dostawało się do nich rurkę? Tońko robi właśnie tak bez rurki, kiedy pije coś z kubeczka (najczęściej espresso).
Oprócz tego opanował nową sztuczkę: podpełza do mnie, pokazuje, że chce mleka, po czym rzuca się na cyca leżąc na brzuchu. Je tak zaledwie przez kilka sekund, bo zatyka sobie nosek i brak mu powietrza, ale jest z siebie bardzo dumny.
Ja natomiast zauważyłam, że czarne spodnie, seksownie opinające mnie przed ciążą, zaczęły na mnie wisieć. Skoro marzenia się spełniają i jestem już super chuda, to bardzo proszę, żebym teraz urosła jakieś dwadzieścia centymetrów. A, i niech mój tyłek samoistnie podpełznie w górę, bo dziwnie wisi, a na ćwiczenia siły brak.





środa, 13 marca 2013

króliczość

Antek zjadł królika (dla zdziwionych- dzieciom często daje się to mięso, chyba, że są wegetarianami, ale Antek póki co nie jest) i wyrosły mu królicze uszka. Królicze zęby, sądząc po licznych fochach, są właśnie w drodze, w dalszej kolejności czekamy na królicze futerko. Ja osobiście najbardziej cieszę się na myśl o króliczym ogonku- kuleczce, za który będę mogła łapać mojego uciekiniera, gdy za bardzo zbliży się do krawędzi łóżka, kabla podłączonego do prądu lub moich ciapów, które wprost uwielbia lizać.
Poza tym wielkiej przemianie towarzyszą nowe obyczaje: Dziecię wybudza się od piątej rano, więc daję mu biust, żeby jeszcze pospał i tracę przy tym cenne sekundy,minuty, a w końcu godziny błogiego lenistwa. Ostatecznie Maluch wstaje między szóstą a siódmą, by uciąć sobie pierwszą drzemkę koło dziewiątej i nie pytajcie mnie, dlaczego nie może po prostu pospać dwie godzinki dłużej, bo naprawdę nie wiem, nie pojmuję.
Oprócz tego nową rozrywką jest branie cyca do buzi, zaciskanie szczęk i powolne wypuszczanie bez rozluźniania paszczy. Antek śmieje się przy tym do rozpuku, podobnie jak przy ciągnięciu mamy za włosy.
Mimo wszystko cieszę się, że mam dzień świra, a nie ziemię jałową.


piątek, 8 marca 2013

ułanka

Mąż Szanowny nie jest fanem mojej blogowej działalności, mogę liczyć jedynie na chłodną akceptację. Wyobraźcie sobie więc moje zdumienie, gdy usłyszałam, że powinnam zamieścić na blogu kilka zdjęć, które pokazują, jak Antolkiewicz garnie się do ułanki. A że faktycznie garnie się z całych sił, nie mogłam nie przyznać Piotrkowi racji. Także zobaczcie sami, jakie odbywają się u nas pokazy woltyżerki (oprócz tego- trening z wodzami i klasyczne patataj po całym mieszkaniu aż klacz, czyli ja, padnie na pysk). Miłego weekendu!






środa, 6 marca 2013

kaczuszka!

Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale mam poczucie, że maluchowi w kąpieli powinna towarzyszyć żółta kaczuszka. Zastanawiam się, czy one pływały w wanienkach za komuny, czy może ten obraz płynie do mnie z czasów późniejszych, nie ważne. Naprawdę się ucieszyłam, gdy Wujek Paweł podarował Antkowi właśnie taką zabawkę. Okazuje się, że współczesne kaczuszki są niezwykle eleganckie, nasza zakłada szykowny kapelusz zarówno do zabaw na podłodze, jak i w wodzie.
Czy jest coś, co uważacie za niezbędny atrybut Malucha? 





poniedziałek, 4 marca 2013

piątek, 1 marca 2013

kłopoty z siecią

Nie ma Internetu przez dwadzieścia cztery godziny. Rozpaczliwie próbuję wszystkich znanych mi sposobów na przywrócenie go do życia, czyli wyjmuję wtyczkę z gniazdka, by po chwili włożyć ją z powrotem, ale to nie pomaga, więc dzwonię na infolinię i przemiły pan uprzejmie informuje mnie, że Internet jest. No i faktycznie, sprawdzam, jest, pytam pana, co zrobił, a on, że nic. Lekko zbita z tropu rozłączam się i skrycie podejrzewam, ba, jestem pewna, że koleś łże jak pies.
Po dwóch dniach Internet znowu znika, więc od razu dzwonię, marząc, żeby znów odebrał mój cudotwórca. Ale słyszę, że przyjdzie technik, bo się nie loguje. Technik wymownie popatrzył na Antka i stwierdził, że wtyczka z gniazdka internetowego jest wyjęta, ktoś musiał pociągnąć. Oczywiście Matka idzie w zaparte, że on nie, ja go tu nie puszczam, ale dobrze wiem, że wie, że mój Syn uwielbia bawić się routerem.

 P.S. najlepszym sposobem na zrobienie zdjęć temu gagatkowi jest zakleszczenie go.











wtorek, 26 lutego 2013

jest nikon

Nie jestem fanką ordynarnych reklam na blogu, ale gdy moje Dziecię zawdzięcza pierwsze kontakty ze sprzętem foto paskowi z logo pewnej firmy, nie sposób się nie pochwalić, dział marketingu nikona nie ma z tym nic wspólnego. Tradycyjnie, pasek wzbudza póki co więcej entuzjazmu, niż aparat, aparat więcej, niż mama, mama więcej, niż zabawki, itp, itd... Jedyny wyjątek stanowi Tata, klasa sama w sobie, niezastąpiony, poza konkurencją.