piątek, 27 września 2013

zostały tylko spodki

Do porannego rytuału picia kawki należą okrzyki "O to to! Kaka!" i maczanie małych paluszków w pachnącej piance. Po chwili zawadiacka pewność, że o to to mama pije kawkę, staje się męczącym ponagleniem, bo filiżanka musi natychmiast wylądować w łapce Antoniutka, inaczej drżyjcie narody, nie będzie życia, więc co rano trzy czwarte filiżaneczki espresso wypijam jednym haustem, klnąc w myślach, że znowu nie mogę rozkoszować się szatańskim napojem.
Gdy tego dnia Antek przechwycił ostatnią filiżankę z kotkiem (to znaczy, że dwie pozostałe poszły do piachu znacznie wcześniej, ku rozpaczy mojej i Rosiny Wachtmeister), wiedziałam, że to jej ostatnie chwile. Poszedł tu, poszedł tam, "mama kaka" i "miau" do kotka, i nagle "bam"!
Po czym poznać, że jesteś mamą? Dziecko rozbija Twoją ulubioną filiżankę, a Ty z absolutnym przerażeniem w oczach pytasz: "Syneczku, nic Ci nie jest?"


niedziela, 18 sierpnia 2013

bajbaj

Może jestem krótkowzroczna, ograniczona lub najzupełniej ślepa, ale nie widzę możliwości wyrabiania się rano z myciem i suszeniem głowy. Niniejszym mówię bajbaj swoim (prawie) długim włosom.




sobota, 17 sierpnia 2013

Chciałabym z naiwnością dziecka wierzyć, że mamy teraz pełnię lata i do zimy jeszcze daleko. Tymczasem na wieczorne spacery ubieramy się coraz cieplej, czując na plecach pierwsze powiewy jesieni. To znaczy, że idzie wrzesień, mama wraca do pracy i następuje koniec cudownej epoki błogiego siedzenia w domu- każdy, kto tak siedzi wie, że żadne to siedzenie z bawieniem malucha, praniem, prasowaniem i gotowaniem, kombinowaniem jak by tu wziąć prysznic i marzeniem o spokojnej lekturze książki, które jakoś nie może się spełnić. Każdy, kto wraca do pracy, wie, że to czas kokoszenia się w łóżku z rozkosznym bobasem, wspólne spacery i posiłki, pierwsze mama, samodzielne kroki, długie godziny patrzenia na śpiącego malucha tylko dlatego, że jest taki piękny. Ogarnia mnie rozpacz, gdy myślę o tym, ile mnie ominie, a ile przypadnie w udziale komuś, kto nie jest w stanie cieszyć się tym wszystkim tak, jak ja.
Tego lata nie jadłam jeszcze lodów- jako matka karmiąca unikam nabiału i zupełnie przypadkiem odkryłam, że mi to służy- czuję, że zanim zżółkną liście zafunduję sobie mega lodową ucztę, raz a dobrze, z przytupem.



wtorek, 13 sierpnia 2013

co nowego

Pomału wracamy do rytmu domowego, a nie szpitalnego, choć niestety pobudki o 5.30 jeszcze się zdarzają (chlip, chlip!). Byłam pewna, że tydzień bez brykania po podłodze (co było straszne, bo Tosek chciał, mama nie pozwalała i mimo tłumaczenia, że brudno i fe był troszkę obrażony, jakby chciał powiedzieć, że wcale się nie pobrudzi i mamo nie przesadzaj) to tydzień ruchowo stracony, tymczasem Antek po powrocie do domu natychmiast wspiął się na łóżko, a dziś odwróciłam się na trzy minuty, żeby ogarnąć kuchnię, a po powrocie zastałam dziecię bawiące się laptopem na kanapie. Oczy dookoła głowy poproszę.  
Ogarnęła mnie instagramowa mania, zapraszam serdecznie TUTAJ