Szczytem wakacyjnej roztoczańskiej aktywności fizycznej jest dla nas rowerowa wyprawa na Floriankę. To ekstra frajda. Antek jedzie z Piotrkiem, ja obok, jest rześko, bo w lesie nie czuć upału, a trasa od wypożyczalni rowerów do celu wiedzie przez miejsca bez ruchu samochodów. Więc jedziemy sobie przez ten las, fajnie nam i wesoło, na ogół bez górek, co sobie chwalę, trochę śpiewamy, trochę się wygłupiamy. Aż tu nagle tabliczka z nazwiskiem i bam sztuka. I tak aż dziesięć razy!
Tak z innej beczki- moje polonistyczne i anglistyczne studia oferowały zaledwie liźniecie tematu- nie mam w tym zakresie edukacji formalnej, tylko zainteresowania, jednak zdecydowanie mogę powiedzieć, że jestem sztukoczuła. Pewnie dlatego przemówiła do mnie wystawa w Roztoczańskim Parku Narodowym.
To wyjątkowe spotkanie natury i sztuki w majestatycznej scenerii przyrody, która kiedyś pożre zrobione z organicznych elementów instalacje. Niektóre z nich są bardzo podatne na dematerializację- kruche i ulotne, inne- proste, wręcz prymitywne, a wszystkie skłaniają do odbioru przez czucie i emocje, pokazują, że granica między tym, co ludzkie, a tym, co zakorzenione w naturze, jest trudna do wytyczenia. Całość w przewrotny sposób zwraca ludzie wytwory właśnie w stronę nie tyle naśladowania natury, co wpisywania się w nią, odciskania w niej piętna, ale jednocześnie pozostawania w symbiozie.
Potem zadzwoniłam do Ośrodka Edukacyjno-Muzealnego w Zwierzyńcu, żeby spytać, co to takiego. Uprzejma pani powiedziała, że tak tak, to artyści przyjeżdżają i zostawiają to na zawsze, tego tam jest dużo, ja nie mam ulotki, ale za każdym razem jest w innym miejscu. Wbrew pozorom te informacje bardzo ułatwiły mi googlowanie: Landart Festiwal
niedziela, 23 sierpnia 2015
piątek, 14 sierpnia 2015
kultura
Spójrzmy prawdzie w oczy. Można odpędzać od siebie tę myśl, można ignorować jej nachalne jestestwo, ale jesień przyszła. Krzyczą o tym dynie na targu i liście, które zaczęły ewakuować się z drzew. Winter is coming, fala upałów to ostatni moment na pożegnanie lata, dlatego staramy się pocić w wielkim stylu. Pomaga nam w tym Latający Dywan, którego spektakularne podróże są ogromną radością w przerwach między Czilautem, Relaksem a Beztroską. Prawdę mówiąc, gdy temperatura przekracza 32 stopnie, średnio stać mnie na wysiłek intelektualny (fizyczny tym bardziej) i wolę zdać się na doświadczone Animatorki (chociaż to słowo skierowane do osób o tak wyjątkowym poziomie fantastyczności i pomysłowości brzmi jak obelga). Lubię, gdy razem mamy do czynienia ze Sztuką, a na Dywanie można pośpiewać, zrobić sobie planetę albo łapacz snów. Jest Moc! Każde z nas bawi się prześwietnie, chociaż zajęcia skierowane są do dzieci- jeśli nie masz własnych, koniecznie pożycz od sąsiadów i fruń!
Oprócz tego obowiązkowym punktem naszych miejskich wędrówek jest Centrum Kultury. Jednak nie o kulturę nam chodzi, ani nawet nie o lans. Przeuprzejme panie zza baru dają Antkowi wodę w kubku do kawy. Z przykrywką! Na skierowane do mnie pytanie "czy on pije kawę" Antek odpowiedział przypadkowo spotkanej siedemdziesięciolatce: "Jesteś w szoku?"
środa, 29 lipca 2015
Kocham wakacje
Nie za specjalnie kocham to miejsce, nie wiem, dlaczego. Mój mąż kocha je szalenie, a mąż uwielbia- obaj przez całą drogę do krzyczą "RANCZO BABCI MANI!!! RANCZO BABCI MANI!!!". Chcąc nie chcąc spakowałam nas... i przeżyłam wakacje życia, mega czilaut i super frajdę. To był urlop z efektem łał, pełen szał, och i ach. Każdemu takiego życzę, ale po kolei.
Zaczęliśmy turbo wypas od urodzin Tosia, co oznaczało biesiadę na werandzie.
Zaczęliśmy turbo wypas od urodzin Tosia, co oznaczało biesiadę na werandzie.
A później odkryliśmy Zagrodę Guciów. To było TO. Na wakacjach mamy zwyczaj rozpieszczać się kulinarnie, no i przepadliśmy- pojawialiśmy się tu codziennie, na cudowne śniadanka i urocze obiady w sielskiej scenerii. W menu są lokalne dania (bliskie mojemu podniebieniu, bo rodzina mojej mamy pochodzi z Roztocza) i wiejskie produkty od okolicznych dostawców- sery, wędliny, miody, a nawet dżem sołtysowej.
A gdy okazało się, że wspaniała plaża jest kilka minut drogi od naszej chaty, to byliśmy w ogóle wniebowzięci.
Poza tym Roztocze zachęca do spacerów w obrzydliwie malowniczej scenerii- szkoda tylko, że ważę więcej niż Antek.
Nie muszę chyba wspominać, że w ogóle nie obchodziła mnie ani moja fryzura, ani strój, ani plamy na koszulkach Tosia (zresztą priorytety mam zupełnie inne także na co dzień). Prawdopodobnie Paulo Coelho rozpłacze się teraz ze wzruszenia, ale przez cały czas byłam szczęśliwa, że tu jestem, że jestem ze swoimi najkochańszymi, i co chwilę się uśmiechałam, bo uderzała mnie myśl, że mam znacznie więcej, niż człowiek potrzebuje do szczęścia.
środa, 15 lipca 2015
zawierucha
Prawda jest taka, że Antoniuszka łatwo się kocha. Jest słodziutki, fajny, błyskotliwy, uroczy, fakt- czasem się złości, ale przecież wiadomo, że trzylatek (kiedy to się stało???) będzie się złościł, tak samo, jak wiadomo, że nikogo to nie wkurzy, bo w końcu to trzylatek. Ale kiedy choruje, to odkrywam w sobie nowe pokłady uczuć macierzyńskich. To była nasza pierwsza megagorączka, więc poza wieczornym nastawieniem budzika co pół godziny postanowiłam na wszelki wypadek po prostu nie spać. Zupełnie nie interesowała mnie budowa, która na ten rok jest zakończona (chyba, że postanowimy uporać się teraz z elektrykiem i hydraulikiem), miałam w tyłku pasję do nasadzeń (która już wyszła z ukrycia), tylko niczym przyczajony tygrys czatowałam na najlepszą porę, by wyruszyć do szpitala, i co chwilę wykrzykiwałam w panice "Piotrek! Jedziemy!", a zaraz potem "Piotrek! To poczekajmy jeszcze". Dwa razy obudziliśmy panie na dyżurze nocnym i jedna z nich była wyraźnie niezadowolona (i przysięgam, że kiedyś przestanę się pieścić i napiszę na nią skargę, bo podpadła mi już drugi raz). Czy to przypadek, że gdy moje dziecko miało ponad 39 stopni gorączki, była fala upałów, a gdy wyjechaliśmy na resztkę urlopu taty na wieś, zrobił się ziąb i trzeba było odpalić kaloryfery? A dobra wiadomość jest taka, że nie można mieć ospy drugi raz. Anginę, która nastąpiła po niej można.
Myślę, że zawierucha moich dzisiejszych myśli jest w pełni uzasadniona, na osłodę załączam zdjęcia chatki.
Myślę, że zawierucha moich dzisiejszych myśli jest w pełni uzasadniona, na osłodę załączam zdjęcia chatki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




