środa, 24 czerwca 2015

Zen Zen Zen

Często słyszę "Dzień dobry mamo! Kocham Cię i lubię. Jesteś moją rozkoszną żabką i moją świetną cytrynką", bo mój Syn to ekstra koleś i dogadujemy się fantastycznie. Od 26 maja przychodzi do mnie z upominkami, wołając "Niespodzianka! Szczęśliwego Dnia Mamy!" I tak nam życie słodko płynie

z drobnymi wyjątkami

kiedy to Syn woła
"Mamo! Jesteś niedobra, nieładna, niefajna i niefajowa!"

Bo nie dałam mu drugiej michy truskawek, wytłumczywszy, że brzuszek będzie bolał.
Bo Antosiu, ułożymy puzzle, jak skończę obierać ziemniaki.
Bo na golasa nie, bo jest za zimno i zrobią się katary.
Itepe, itede.

Ale im bardziej Syn się wkurza, im bardziej złości się, krzyczy i denerwuje, tym bardziej staję się kwiatem lotosu na niezmąconej tafli wody i Mistrzynią Zen. Bo mam pełen szacun dla jego emocji, zwłaszcza tych "trudnych". Bo myślę sobie, że właśnie w takich chwilach najbardziej potrzebuje mojego wsparcia. A poza tym, gdyby jego nerwy powodowały moje nerwy, to uczyłby się od własnej matki, że krzyki i wrzaski są w porządku, a przecież nie są.

W innych okolicznościach przyrody postawiłabym na swoim, mówiąc "I understand and I don't care", a tak się uczymy nawzajem i dojrzewamy, niczym pomidorki koktajlowe na naszym balkonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miłego dnia!