sobota, 22 lutego 2014

Rozmowa z domu wariatów

Nasze rozmowy zawsze zawierały bardzo głębokie myśli, teraz pojawiają się w nich coraz ambitniejsze słowa. Chłopiec, który właśnie zaczął mówić o sobie Antoś z ś na końcu, sprawiając, że serce we mnie rośnie, a jednocześnie wzdycha z nostalgią do poprzedniej wersji- rozkosznego Anto, potrafi zarówno stwierdzić fakt oczywisty typu "metka gyzie", jak i prowadzić dialogi z krainy szeroko pojętego absurdu: 

-Noc.
-Antosiu, to tylko roleta, słońce wstało i jest już dzień.
-Dzyń dzyń.
-Dzyń dzyń?
-Bim bom.

Sprzeciw zgłaszam tylko wtedy, gdy w rytm płynących dźwięków Antoś powtarza za Tatkiem
eine
kleine
nacht
musik
bo germanizacji mówię stanowcze nie. A śrubokręt to kinta.


poniedziałek, 10 lutego 2014

starość

Byłam pewna,że ten chłopak już mnie niczym nie zaskoczy, bo przecież znamy się fantastycznie. Tymczasem Antoniuszek nieoczekiwanie stał się dorosłym facetem, co widać na pierwszy rzut oka oraz na załączonym obrazku, no i słychać, gdy woła: "Piwko, piwko, PIWA!"
Z tej ogromnej miłości mogłabym piać i piać na cześć Syna nad Synami, wyraźnie  spada mi poziom sarkazmu, w związku z czym czuję się jak nie ja, i dlatego dzisiejszy post jest taki krótki.


czwartek, 30 stycznia 2014

nie tak.

Antoniutek ma coraz częściej tak za tak i nie za nie.
-Tosiu, chcesz kaszkę*?
-ta.
-będziesz jeszcze jadł?
-nie nie.

Zdarzają się jednak wpadki- po standardowym pytaniu Antoś, chcesz cycunia? Bobek udziela odpowiedzi odmownej tylko po to, by rzucić się na mnie na szczupaka.

Poza tym cwaniak cwaniakuje: odmawiając dryptania po śniegu funduje matuli trening godny strongmana. Gdy dźwigając jedenaście kilo żywej wagi stwierdzam fakt: Antosiu, jesteś cwany, że hej!, Kogutek beztrosko odpowiada: hej!

*jako nieodrodna i metaforyczna córka Matki Smakoterapii  przez kaszkę rozumiem kaszę jaglaną ze świeżo uprażonym owocem sezonowym,  daktylem/ morelą/żurawiną i olejem kokosowym lub inną prawdziwą kaszę z prawdziwymi dodatkami, idźcie precz cukrowe ulepki do zalewania zimną wodą!







niedziela, 5 stycznia 2014

Nowe słowa chodzą trójkami.

Było leniwe grudniowe popołudnie, brykałam sobie z Tosiem, czyli robiłam to, co Tygrysy lubią naj-naj-najbardziej. Z głupia frant zadałam nie szczególnie mądre, ale wybitnie retoryczne pytanie: A kto jest cały mój? Dumny jak paw kogutek skierował na swoją klatkę piersiową palce wskazujące i oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu: Anto.
Jeszcze nie zdążyłam podnieść szczęki, która z hukiem spadła na podłogę, a Tolek już wołał: koń. Antosiu, ale gdzie jest koń? Nie ma.
Hm.
Naprawdę potrzebowałam chwili na kontemplację rozwoju intelektualnego tego małego kokosa, ale powiedział: choci, choci i musiałam iść.

W międzyczasie zapraszamy na naszego FacebookaInstagrama