wtorek, 14 kwietnia 2015

Poszliśmy

Sialalala, tralala. Ławy fundamentowe wylane. To najpiękniejsze ławy fundamentowe, jakie kiedykolwiek widziałam. Takie szare i betonowe. Ja wiem, że prawdopodobnie nikt poza moim mężem nie chce oglądać naszych ław, ale sami rozumiecie, że musiałam je obfotografować i wrzucić na bloga, bo cieszą mnie przeogromnie. Ale to nie jest mój nius. Dzisiaj kupiliśmy sąsiednią działkę. Siabada i tralala. I wcale nie wygraliśmy w totka, tylko cena byłą atrakcyjna, bo ta działka jest polem. W prawdzie mieliśmy trzydzieści arów o wymiarach 36x82 m, ale sąsiednie 28 arów o szerokości 20 metrów kusiło nas od samego początku, aż wszystko się poukładało i poszliśmy w hektary- mamy już ponad pół. W decyzję o wyprowadzeniu się poza miasto był dla mnie od początku wpisany fakt posiadania wielkiego ogrodu, na pewno nie kupilibyśmy działki tej wielkości w naszym Lublinie.  I ta wieś taka sielska...











sobota, 11 kwietnia 2015

garden works

Ogród zawsze kojarzył mi się z szeroko pojętym czilautem, a ni stąd ni zowąd stał się miejscem pracy. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy odkryłam, że brudzenie rączek w ziemi to świetna sprawa. Jesteśmy ludźmi bez telewizora, cenimy sobie wspólnie spędzany czas, ale tyranie w ogródku ma wyjątkową wartość. Uspokaja nas. Łączy, daje nam poczucie, że tworzymy coś wyjątkowego, dla nas i dla naszych bliskich. Randka w ogródku to super randka. Jako początkująca pani ogrodnik wystroiłam się w sweterek Tommy Hilfiger i jasne spodnie, za to wybór gumowych sztybletów był wyborem doskonałym.
Zgodnie ze sztuką ogrodniczą należy zrobić nasadzenia, zanim powstanie dom, więc pomimo straszliwego pobojowiska na działce bawimy się łopatkami. Ja mam małą, a Mąż Szanowny dużą.  Poza tym jestem mózgiem tej operacji, wybieram rośliny i pokazuję paluszkiem, gdzie należy je posadzić. Tujki posadzone jesienią robią się coraz większe, przyszła pora na prace wiosenne. Więc pokopaliśmy, posadziliśmy, dzień był super, mimo iż Antoniutek spędził go z kochanymi Dziadkami (dzięki!), którzy umożliwiają nam od czasu do czasu wyjścia dwuosobowe, a my chwytamy każdą chwilę bez wyrzutów sumienia, bo rodzice też ludzie, muszą mieć swoje sprawy i czas tylko dla siebie. Jakkolwiek banalnie to brzmi, po czasie bez Tosia mamy dla niego więcej energii, uwagi i pomysłów. 
Jeśli ktoś z Was ma dla nas jakieś rady o tematyce ogrodniczej, to ŚMIAŁO! Zwłaszcza, że mamy poważny ogrodowy plan, o którym ośmielę się mówić, jak się spełni.
P.S. W ogóle nie brzydziłam się robaczków, które wykopywałam z ziemi.









środa, 8 kwietnia 2015

wolę taxi


Dojechać do przedszkola na ósmą nie jest łatwo (bo w międzyczasie niektórzy z nas zostali przedszkolakami, co sprowadza się do chorowania w domu za sporą kasę). Ale to dojeżdżanie to moja gonitwa i frajda Antoniuszka. I nie myślcie sobie, że wymyślam, bo właśnie dziś, wysiadłszy, stwierdził, ze zdumieniem kręcąc głową: "Ale to była przygoda!" Za to po zajęciu miejsca powiedział głośno i wyraźnie: "Poprosimy na ulicę Łabędzią!". Faktycznie, czasem podróżujemy taksówką Romka i z przyjemnością stwierdzam, że większość Panów Taksówkarzy to mili ludzie, którzy doceniają podziw, jaki liczne sprzęty taksówkarskie wzbudzają u Syna Malina.
Natomiast podróż autobusem w znaczący sposób pogłębia pęknięcie pomiędzy mną a światem. Wyobraźcie sobie, że trudno mi zrozumieć, gdy ludzie w autobusie dziwią się, że śpiewamy koła autobusu kręcą się. A przecież koła się kręcą, prawda? To czy nie można zaśpiewać razem z nami?

czwartek, 2 kwietnia 2015

Odpowiedź stulecia

Już nie wiem czy to sarkazm, czy logika do kwadratu. Toczy się poważna dyskusja o literaturze, a konkretnie o tekście jakże popularnej piosenki o gruszce. To piosenka prawdziwa, bo czymże byłaby gruszka bez brzuszka? Antosiu. Bo co byś jadł, gdyby gruszka była chuda jak pietruszka?
-Jabłuszka.

Pochyl się nad gruszką.